Good morning!



 'I don't know whether I'm the boxer or the bag!'

Hey Jude...




I stalo sie!
Na jednym z ostatnich spacerow po Londynie
(relacja wkrotce)
natknelam sie na plakaty
z Judem Law.

'Lokalny aktor'-jak to zwykla mowic moja
wspollokatorka
pojawi sie
w szekspirowskim Henryku V.
Bilety juz teraz
sa
w oszalamiajacych cenach
a mimo to z kazdym dniem
coraz wiecej ich ubywa.

A ja sie zastanawiam.

I wybrzydzam.

Spektakl dopiero
w przyszlym roku
i wiem, ze jesli nie
zdecyduje sie w ciagu najblizszych
kilku dni
to zwyczajnie obejde sie smakiem.

Kilka lat temu Jude Law
gral Hamleta.
Plakat zauwazylam w pociagu wiec
po dotarciu do pracy od
razu zaczelam szukac biletow.

Na prozno.

A przeciez Hamlet
to byloby cos.

Ten niegrzeczny
nietypowy
bezczelny
wzrok
seksownego mezczyzny.
A jednoczesnie
lobuza.

I pociagajacy
(jakims sposobem)
brytyjski akcent.

Uwielbiam go w Closer
i nie moge sie
doczekac
zeby go zobaczyc
w
Annie Kareninie.

'Hey, Jude! Don't let me down!'

Say hello to Eddie Vedder!


Na koncert Eddiego wybralam sie w lipcu tego roku.
To nie bylo nasze pierwsze spotkanie, bo widzialam go juz na scenie z Pearl Jam.
Ten czlowiek to ikona.
To wolanie o wolnosc.
Wzrusza mnie dzwiekami gitary w Into the Wild (polecam!) i trzeba Wam wiedziec, ze napisal tez utwor do tak uwielbianego przeze mnie i przez N. filmu Eat Pray Love.
Bardzo blisko wspolpracuje z Seanem Pennem, ktory niezmiennie zajmuje pierwsze miejsce w moim prywatnym zestawieniu aktorow.

Ostatnio tez zaczal robic wspolne koncerty z pewnym Irlandczykiem, Glenem Hansardem.

Glen gral i spiewal dla nas przed Eddiem w HMV Hammersmith Appollo.
Swoja droga-wspaniale miejsce.
Na koncercie czlowiek czuje bliskosc artysty i moze sobie pozwolic na kazda slabosc.
(Ja plakalam).
Glos Eddiego jest przepity i przepalony, ale w swoim brzmieniu niepowtarzalny.
Trzeba po prostu usiasc, posluchac i poddac sie emocjom wszelakim.
Takie koncerty zostaja w czlowieku na dlugo.

Jesli jestes wystarczajaca Szczesciara, zeby byc w miejscu, ktore kochasz
(w moim przypadku Londyn)
to czas powinien sie zatrzymac.

Kiedy wiec zobaczycie plakaty informujace, ze Eddie przyjezdza do Waszego miasta (czy kraju), nie musicie sie wahac.
Czeka Was uczta, mnostwo emocji i energia plynaca ze sceny.

Ja po koncercie ruszylam w moj olimpijski Londyn mijajac mnostwo ludzi, gubiac sie i odnajdujac.
A w glowie niezmiennie dzwieki miasta i On.

Milego (w moim przypadku takze dlugiego) weekendu!

M.