Demelza, albo list do...

Wydawac by sie moglo, ze na temat Demelzy powiedzialam i napisalam juz wszystko.
Ale po piatku, po naszej wizycie tam, nie moge sie oprzec wrazeniu, ze zostaly niedopowiedzenia , ktorym nie chce pozwolic, zeby zyly swoim zyciem...

Siedem osob.
Na roznych stanowiskach.
Z roznymi charakterami.
I inna historia.
Wsiedlismy do samochodu.
Zobaczylismy dosyc duzy, bardzo ladny budynek.
Przywitano nas z usmiechem na twarzy
(Potem sie dowiedzialam, ze taki usmiech jest niezbedny. Ze to terapia. Ale do tej pory nie potrafie powiedziec komu ten usmiech bardziej pomagal-dzieciom, czy nam).

Wycieczka zaczela sie od zdefynkowania rak i wejsciu do jadalni.
Bylo tam kilkoro rodzicow ze swoimi pociechami.
Mnostwo zabawek.
Kolory na scianach.
Mezczyzna, ktory nas oprowadzal przyznal, ze celowo wybral pore lunchu, zebysmy nie musieli ingerowac w  codzienne zycie ludzi, ktorzy tam przebywaja.
I wcale mnie to nie dziwilo.
Sama nie chcialabym, zeby ktos wchodzil mi do domu, do sypialni i 
patrzyl, co robie.
Budynek Demelzy, Sittingbourne, Kent

To miejsce jest fantastyczne.
Widzi sie ten  wysilek,ta niesamowita, niemozliwa, wydawaloby sie organizcje spokoju i ostatniej drogi.
Co dotknelo, uderzylo mnie najbardziej?
Pokoj, nazywamy przekornie pokojem zycia.
A tak naprawde jest to pokoj smierci.
To ostatni etap.
Miejsce do ktorego udaje sie maly czlowiek, kiedy juz wie,
ze ma przed soba kilka tygodni czy dni zycia.
A oni naprawde to czuja.
Naprawde wiedza, kiedy nadchodzi ten czas.
A wtedy wybieraja muzyke na pogrzeb,
po cichu,
z wolontariuszami.
Zeby tylko nic rodzicom nie mowic.
Nie zadawac bolu.
Jest tam lozko
i fotel.
Cisza.
Jakas polka.
Magnetofon.
W tym miejscu sie rozkleilam.
Nie mialam nawet ochoty powstrzymywac lez.
Jedna mysla, ktora nieustannie dobijala sie w mojej glowie byla
ta,ze bol, przez ktory przechodza oni wszyscy jest dla nas czyms niewyobrazalnym.
Ze czesto rodzice wydaja na swiat dziecko,
ktore umrze przed nimi.

Gdzie jest sens?

Takie miejsce uswiadamia mi
ze musze biec i chwytac kazda sekunde.

Za tydzien rajd.

Zebralismy £1287 dla Demelzy.
Ten rajd, te czterdziesci kilometrow moze dla niektorych niewiele...
To jest moim celem.
I cala moja energia, mysli, modlitwa bedzie poswiecona wszystkim tym,
ktorzy nie sa pewni,
czy dzis nie jest ostatni dzien.

Dobrej niedzieli.

M.



Adding life to days when days cannot be added to life.

Pisalam ten post kilka razy.
We wszystkich jezykach jakie znam.
W koncu zdecydowalam, ze najprosciej bedzie jesli napisze to w jezyku, ktory znam najlepiej.
Ktory najlepiej odczuwam i w ktorym slowa wspolczucia i smutku jest mi najlatwiej wypowiedziec.
Jutro wraz z grupa moich znajomych z pracy wybieramy sie do hospicjum Demelzy.
Bedzie to wycieczka trudna i bardzo emocjonalna.
Demelza, o ktorej pisalam wczesniej, jest fundacja, ktora pomaga dzieciom i mlodziezy umrzec w godnych warunkach.
Ta fundacja jest wspierana przez firme dla ktorej obecnie pracuje.
W piatek za tydzien bierzemy plecaki, kurtki przeciwdeszczowe, spiwory i jedziemy do Yorkshire.
Ale tuz przed tym, rozrywkowym (jak dla mnie) weekendem pojedziemy do siedziby Demelzy.
Z opowiesci wiem, ze mozemy sie natknac na cierpiace i umierajace dzieci.
A poniewaz ja do najtwardszych nie naleze...
Po prostu wiem, jak to sie skonczy.

Do czego zmierzam?

Jesli znajdziecie chwile, zeby pomoc, nie tylko poprzez dokonanie wplaty, bo Demelza poszukuje tez wolentariuszy...zajrzyjcie na te strone:


Pozdrawiam.

M.

'Szczery do bolu, ze az przezroczysty...'



Zgodnie z planem, wybralam sie wczoraj do Greenwich, zeby zobaczyc film, o ktorym ostatnio bardzo glosno.
Sala byla pelna.
Wrazenia?

Prosze bardzo...

Z Leszkiem Dawidem spotkalam sie sto lat temu podczas Inskiego Lata Filmowego. Obejrzalam wtedy film: 'Bar na Victorii', ktory jest zreszta tematem na osobny wpis.
Do rzeczy.

Film dlugo oczekiwany.
Szary.
Ale jak to zasugerowal jeden z moich znajomych, taka byla wtedy wlasnie Polska.
Ja ciagle mysle, ze taka jeszcze jest. W niektorych miejscach.
Nigdy nie bylam wielka fanka Paktofoniki i wolalam jednak Kaliber44. Ale przeciez nie o tym napisano ksiazke i nie o tym nakrecono film. Poza tym, pozne late dziewiecdziesiate to lata mojego liceum i pierwsze fascynacje hip hopem, wiec czulam sie jakby troche w obowiazku, zeby pojsc do kina, a potem moc o tym napisac.
Do tej pory pamietam, jak chodzilam do szkoly z walkmanem i sluchalam, sluchalam, sluchalam.
Wszystko bylo dla nas wtedy szare i nieciekawe a rzeczywistosc upiekszalismy sobie koncertami 
hip-hopowymi.
Nie znam tez dokladnie historii zespolu i powodu dla ktorego Magik popelnil samobojstwo.
Staram sie wiec bardziej wyrazic swoje zdanie na temat filmu niz na temat tego na ile dokladnie przedstawiono fakty.
Slyszalam opinie jakoby film byl przerklamowany a Magik to przeciez zwykly cpun o ktorym nagle, bez powodu robi sie film.
Nie mnie oceniac czy postac Magika, czy on sam byl wart tego, zeby zrobiono o nim film.
Wiem jednak, jestem pewna, ze Magik byl postacia nietuzinkowa i swoja muzyka, tekstami i niepowtarzalnym, wlasciwym sobie sposobem rymowania zmienil oblicze polskiej muzyki.

Dlatego wlasnie polecilabym ten film kazdemu.
Warto isc, obejrzec, posluchac, popatrzec na ludzi zmagajacych sie z szara rzeczywistoscia w brzydkich katowickich blokowiskach.

Przed pojsciem do kina rozmawialam z N. ktora dowiedziawszy sie, ze bedzie ze mna tez kolega, ktory Polakiem nie jest a jego polski ogranicza sie do kilku zdan, stwierdzila, ze film nie zostanie przez niego zrozumiany.
Otoz, nie droga N.
Mylilas sie :)
A. film zrozumial.
I zgodzilismy sie w jednym:
Dlaczego tak malo pokazano tej paranoi Magika?
Dlaczego wlasciwie popelnil samobojstwo?
Jakkolwiek to brzmi to mialam nadzieje zobaczyc wiecej golizny emocjonalnej.
Rozumiem brak pieniedzy, wrazliwosc, leki.
Ale nie pokazano tego w takiej ilosci, jakiej sie spodziewalam.
I nie pomoglo mi to w odpowiedzi na pytanie
dlaczego wlasciwie Magik sie zabil?

Byly plyty gotowe do sprzedazy.
Byla publika.
Ludzie, ktorzy chcieli sluchac tej muzyki.

Skad wiec smierc?
Czy ten watly przekaz to wina slabego aktorstwa?

Kiedy pierwszy raz zobaczylam zwiastun to myslalam, ze filmowy Magik -Marcin Kowalczyk, zagral tam z przypadku.
Jakby zgarnieto go z ulicy.
I moim zdaniem wypadl blado na tle innych aktorow.
Sklamalabym, gdybym udawala, ze nie byl genialny w scenie w ktorej na klatce schodowej zaczal rapowac:
'Plus i minus.'
Mialam wtedy gesia skorke.
Ale gdybym miala go oceniac za calosc...

Mam jednak nadzieje zobaczyc go czy to w innym filmie, czy w teatrze, bo chcialabym za jakis czas powiedziec, ze dalam mu szanse.

Jesli chodzi o reszte obsady-Tomasz Schuchardt, Dawid Ogrodnik...Mysle, ze staneli na wysokosci zadania.

Jednego jestem pewna.
Nie zmarnowalam wieczoru.

A film polecam.

Zdecydowanie.

Dobrej niedzieli.

M.


Jestes Bogiem.

Jesli wszystko potoczy sie zgodnie z planem to wybiore sie na ten film juz w w ten weekend, w Londynie.
A poniewaz powiadaja, ze Londyn jest zawsze dobrym wyjsciem, to przeciez po filmie mozna tam robic mnostwo wspanialych rzeczy!

Dobrego dnia!


Please donate.










On the 6th October Snow White (Alex) and his 7 dwarfs will be taking part in the Yorkshire Three Peaks Challenge.. here is some info on the Hike..

The three peaks of the Yorkshire Three Peaks are arranged in a triangle, with the River Ribble and two minor B roads between them. The total walking distance is 39.2km (24.5 miles).
The Yorkshire Three Peaks includes, usually in this order, Pen-y-Ghent, Whernside and Ingleborough, before returning to Horton in Ribblesdale.
Alex, Adrian, Darren, Magda, Pam, Rhys, Seamus and Roshni will all be aiming to do this walk together in less than 10 Hours! Why? You ask.. Because together we want to raise money for Demelza.
Demelza is a charity providing hospice care for almost 800 children with life-limiting illnesses and their families across Kent, East Sussex and South East London. 

Roshni went to see what it is they do and how well they do it and She can honestly say it was an eye opener and it makes you appreciate life more.  For more information please visit www.demelza.org.uk
So if it means us walking 24.5 Miles up and down a couple of mountains while singing
 Heigh-ho Heigh-ho.. just to raise a little bit for cause then so be it!
 
So please do help and support us in any way that you can, big or small by making a contribution to:
 
http://www.justgiving.com/ConcurHappyFeet  
 
Team Happy Feet.

Is it not too early to summarize a year yet?


J: Shall we list all the great things about your year so far to reflect on?
 Trip to HK/Dubai, Amsterdam & Prague. Climbing, assault course runs, shoulder repaired which means back to weights, better friends with some people (including you), solo skydive & I love my new white shoes. You?

 

M: I like the bit about new shoes :)

Me?

Trip to few countries, trip to Bratislava for a play.

New job.

Driving licence!

And I have had this thing removed from my forehead which is a good.

:)
 
J: I would add Poland trip at beginning of the year, euro trip with great company, nice visit from parents (you really seemed to have loved that), deposit for own place, mysterious relationship with mysterious boyfriend (or girlfriend if that’s your thing?), film version of Anna Karenina (with Jude Law!!), Eddie Vedder concert (you seem to love this guy’s tunes even though he has a magicians name), some awesome earrings?

Anna Kareninova w Slowackim Teatrze Narodowym.

'Milujem. Nenavidim. Nevladzem. Boze, odpust mi.
Tento vlak sa da zastavit iba vlastnym telom.'

Anna Karenina boli, drazni swiadomosc i nie pozwala o sobie zapomniec.

Kobieta ktora ryzykuje wszystko dla milosci, by potem tej milosci sie poddac, czuc sie nia opetana, zdominowana, stracic dla niej zdrowy rozsadek a w koncu i wlasne zycie.
Cztery godziny teatralnej uczty i szampan w czasie przerwy.
Potem gruszkowica przy Dunaju i nie moglam wyjsc z tego stanu, z tej dziwnej euforii, tego teatralnego swiata.
Bylam rozkojarzona nie do rozmowy zupelnie. Jakby ten pociag dalej gnal, ale beze mnie w przedziale.

September.

Wrzesien rozpieszcza nas piekna pogoda i zaglada do mojego biura promykami Slonca.
Chce to wykorzystac zanim znowu deszcz zacznie bezlitosnie uderzac o szyby.
Pakuje recznik i stroj kapielowy i uciekam nad morze!

Milego dnia!

M.


YUMA

Wybieram sie dzis zobaczyc nowe, swieze twarze polskiego kina.
Nie omieszkam napisac tutaj co o tym mysle :)

Milego dnia.

M.


Update:

Wlasnie wrocilam. Muzyka zostala mi gdzies w glowie. Pomaga zasnac.
O filmie napisze, jak juz slowa w zdania poukladam.

Posluchajcie:


Jeszcze tylko ten utwor i  juz Wam glowy nie zawracam!

                                        

Spokojnej nocy!


Kino angielskie, na sali szesc osob. Glownie Polacy. Na ekranie niepopularne twarze nie liczac Kota, Figury i glownego bohatera.
Pozny wieczor.
Nie zalowalam ani jednej minuty spedzonej wczoraj w kinie. Do momentu rozpoczecia filmu, kiedy ogladalam reklamy i zwiastuny, nie dotarlo do mnie, ze przyszlam obejrzec polski film.
Tak naprawde nie wiem od czego powinnam zaczac.
Aktorstwo?
Muzyka?
Zdjecia?

W moim srodowowisku mowiono kiedys, ze wszyscy krytycy filmowi to ludzie, ktorzy nie dostalii sie do Szkol Teatralnych.
Jesli dzis uznamy to za pewnik to zrobie z siebie krytyka filmowego, chociaz na jeden dzien!
Bo ja uwielbiam ogladac nowe filmy, nowe twarze. Jestem ogromna wielbicielka naszego jezyka.
Dlatego tez postanowilam pojechac wieczorem na Yume (gra slowna :))

Yuma to historia ludzi, ktorzy zyja przy granicy z Niemcami. Mysle, ze fakt iz widza 'lepsze czasy' prowokuje u nich zachowania, ktore nazywaja 'transferem dobr deficytowych.'
Ale...
Zostawmy ten opis recenzentom.

Po pierwsze...Punkt za obsade. Nie znajdziecie tam 'wszedobylskich' aktorow, ktorych z nazwiska nawet wymieniac nie musze. 
 Jakub Gierszal- (wybaczcie brak polskich znakow)-mlody, zdolny.
Prawdziwy.
Yuma nie jest pierwszym filmem w ktorym go widzialam,.
Uwazam, ze ma potencjal i jeszcze pokaze nam, co potrafi.
Trzeba dac mu czas.
Jest prawdziwy, a przeciez to w aktorstwie sie liczy, prawda?
Co mi sie najbardziej podoba to wystarczajacy czas na przemiane tego bohatera.
W pierwszych minutach filmu widzimy biednie ubranego,drepczacego po polu Zyge.
Na koncu filmu to juz nie ten sam chlopak.
Rezyser dal nam czas, pozwolil przypatrywac sie zmianom, ktore zachodzily w Zydze,
jego zmartwieniom,
pierwszej 
milosci.
Seksu.

To, czego nie lubie w innych produkcjach to podawanie widzowi wszystkiego na talerzu a przeciez musi byc miejsce, chwila na zastanowienie sie, na analize, zeby wyjsc z tego kina i powiedziec:'Cholera, to byl dobry wieczor' zamiast bez slowa zamknac za soba drzwi.

Tomasz Kot.
Rewelacja.
Klasa.
Skurwiel.
Obrzydliwiec ktoremu chce sie napluc w twarz.
Talentu mu odmowic nie mozna.
Wiec chyle czola, Panie Tomaszu.
Do tej pory uwazalam Pana za 'artyste' ktory wiecej zycia poswieca na 
zgarnianie kasy z reklam niz na aktorstwo.
Zaskoczyl mnie Pan.
Aktorze.

Katarzyna Figura.
Byla na swoim miejscu.
Jest dobra aktorka, chociaz ciagnie sie za nia stereotyp seksbomby i nie jestem do konca pewna
czy ludzie daja jej szanse.
Ja dalam.

I jak zwykle sie nie zawiodlam.


Chcialam na ten film zabrac kolege, Anglika.
Zna polska kulture, rozumie polski humor.
Interesuje sie komunizmem i ma wiedze.

Ale...

Duzo w tym nas.
Teraz trzydziestokilkuletnich ludzi, ktorym oczy sie swiecily 
na widok gum-kulek
czy nowych 'Adasiow.'
Dla ktorych przesiadywanie przed blokiem, 
na lawkach mialo znaczenie.
Ktorzy nie potrzebowali internetu do komunikacji ze swiatem.
Ktorzy wloczyli sie po parkach i palili za szkola pierwsze papierosy.

To jest film mojego, naszego pokolenia.

Polecam.

M.


This must be the place.

Wczoraj dostalam jeden z najwspanialszych prezentow w swoim zyciu. Przyleciala do mnie, swieza, jeszcze ciepla plyta z filmem 'This must be the place' albo tez w polskim (moim zdaniem nienajgorszym) tlumaczeniu:
'Wszystkie odloty Cheyenne'a.
Przed seansem, przy pizzy musialam wysluchac opinii kolegi Wlocha, ktory miazdzyl ten film i twierdzil, ze jedynym naprawde dobrym aspektem tego 'dziela' jest sam Sean Penn.
Po drugiej stronie barykady stala moja kolezanka, ktora pokochala ten film i zdazyla go juz obejrzec szesc(!) razy.
Ja jednak postanowilam wyrobic sobie wlasna opinie i jak to zwykle ze mna bywa-znowu pokochalam Seana Penna.
Po pierwsze film jest nadzwyczajny w swojej...zwyczajnosci.
Ma bardzo prosty przekaz.
Smialam sie i plakalam na przemian.
Nie mozna powiedziec, ze jest to film o Holocauscie bo to tylko jeden z aspektow. W mojej opinii przekazany zreszta w dosc racjonalny (gardze tym slowem, a tfu!) sposob. Nie ma tam roztkliwiania sie nad losem ludzi ale jest bardzo proste podejscie.
Odebrano nam mlodosc. Zycie. Milosc. Moglismy kochac sie na lace, bawic sie, tanczyc i robic wszystko to, co robili ludzie w naszym wieku. Ale oni przez wojne przechodzic nie musieli.

Zeby jednak nie przedluzac.

Ten film to refleksja.

To proba rozliczenia sie z dotychczasowym zyciem i proba zrozumienia banalnych rzeczy.

Mysle, ze zaskocza Was tez ciete dialogi i humor.
Jesli tylko ten film Wam sie spodoba to wylowicie z niego mnostwo niesamowitych cytatow. A to sprawi, ze kiedy pojawia sie napisy koncowe...Jeszcze dlugo bedziecie sie wpatrywac w ekran telewizora.

A Sean Penn?
Nie widzialam tam Seana Penna. Mam wrazenie, ze mezczyzna, ktory tam byl to Chayenne i to jest w tym wszystkim najlepsze.

Na koniec, cytat z filmu:

'Without realizing it, we go from an age where we say: "My life will be that" to an age where we say: "That's life."

Zwiastun! Zupelnie o nim zapomnialam!
Ogladajcie i sluchajcie muzyki, bo ta zdecydowanie zasluguje na uwage!

Milego wieczoru.

M.