'Jestem dzielna, tak jak wy.'-Hey!

Ostatnia niedziela, klub Scala, Londyn.
Wszedzie slychac jezyk polski.  Mowia nim ochroniarze, bileterzy, barmani...I oczywiscie-publicznosc.
Okolo godziny dziewietnastej otwieraja sie drzwi. Wchodzimy.
Kupujemy piwo, zapalamy papierosa i poruszamy sie w strone sceny. Ludzie kolysza sie troche chaotycznie, ale sluchaja supportu i grzecznie bija brawo. Wszyscy czekamy na Hey, wiec kiedy tylko mija dwudziesta, przy scenie widac coraz wiecej ludzi...Muzyka zaczyna grac. Wchodza po kolei wszyscy czlonkowie zespolu, a my skandujemy:'Kaska, Kaska, Kaska!'
I oto jest!
Piekna, skromna, troche zgarbiona, ale usmiechnieta. 
Zaczynaja od utworu z nowej plyty.
'Podobno', ktory ostatnio nie wychodzi mi z glowy zostaje przyjety rewelacyjnie. Kaska wali z pasja w bebny :) i stwierdza, ze po dwudziestu latach wreszcie na czyms gra.
Czekamy na wiecej.



Spiewamy:'Sto lat.'
Zdzieramy gardlo. Ile razy po ciele przeszyly mi ciarki? Nie zlicze.
W tych dzwiekach i swietlach zapominam o calym swiecie a wokol mnie artystyczna uczta!
Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, to dla takich chwil wlasnie warto zyc.

Mniej wiecej w polowie koncertu, Kasia przyszla z pomyslem, zeby podziekowac nam za to, ze znalezlismy czas i pojawilismy sie na koncercie.

Szalona!

To ja bylam wdzieczna! Dawno nikt nie zaserwowal mi takich emocji i nie wywolal takiego usmiechu na mojej twarzy.

Z przejecia nie zrobilam zadnych zdjec, ale zadbala o to moja Kuzynka, Paulina!

Dziekujemy Hey!

Anna Karenina.

Dzis rano, kiedy przetarlam oczy, zobaczylam na Facebooku zwiastun filmu:'Anna Karenina' i postanowilam w koncu odgrzebac stara notke, przeczytac ja jeszcze raz, zobaczyc, jak zmienily sie moje emocje i podzielic sie nimi z Wami.
Okazuje sie, ze w Polsce dopiero teraz miala miejsce premiera Anny Kareniny. 
Tutaj, na Wyspach, musialo byc to dobre kilka miesiecy temu, bo pamietam siebie w letniej sukience. A potem, po filmie, byla rozmowa przy rozowym winie, mnostwo roznych emocji, dzielenie sie nimi, sprzeczki o obsade, zachwyty nad muzyka, nad teatralnoscia i klotnie o to, kto mogl byc lepszy. 
Gestykulacje pamietam, ktora jest tak pomocna, kiedy w jezyku angielskim brakuje slow a mysli chca byc wypowiedziane...

Po seansie, kiedy juz nasze mysli ostygly, zapytalam M. co sadzi na temat filmu. Powiedziala, ze Anna Karenina to gra symboli w ktorych ktos, kto nigdy nie czytal ksiazki lub nie zna historii, moze sie zagubic. Sama Keira Knightley rowniez zrobila na niej wrazenie. Scenografia, kostiumy, muzyka...
Ja znam historie bardzo dobrze. Widzialam spektakl w slowackim Teatrze Narodowym i film z Sophie Marceu.

Mialam ochote to wszystko ze soba zestawic, porownac, przedyskutowac. Ale uznalam, ze to nie ma wiekszego sensu bo i tak kazde z tych dziel (jak i ksiazka) zyje swoim zyciem.

Wedlug mnie, historia jest opowiedziana bardzo teatralnie. Jest w tym mnostwo szczegolow, ktore przykuwaja uwage swoja teatralnoscia. Stroje sa przepiekne i klimat tamtej epoki zostal oddany we wspanialy sposob.
Zgodze sie z M. ze muzyka i scenografia powala na kolana. Rezyser przenosi nas w inna rzeczywistosc.

Aktorstwo?
Watek?

Prawda jest, ze Anna Karenina jako ksiazka jest wielowatkowa i moge sie tylko domyslac, jak ciezko jest rezyserowi skupic sie na tym, by niczego nie pominac i nie pozostawic widza z niedosytem. Prawda jest rowniez, ze kazdy czlowiek skupia sie na czyms innym i jesli ktos ma ambicje, zeby przeniesc takie dzielo na scene czy na ekran to z pewnoscia liczy sie takze z tym, ze chcac nie chcac pozostawi pewne watki niedopowiedziane.

Keira Knightley czy Anna Karenina?

Dobrze, przyznam sie bez bicia, ze nie jestem wielka fana Keira Knightley. Jest zbyt przesycona, czyms czego nie lubie, jest jej za duzo tam, gdzie nie powinno. Nie wiem na ile wciela sie w grana przez siebie postac,ale moim zdaniem momentami stara sie tak bardzo, ze wychodzi sztucznie.
Jest w niej odrobina szalenstwa, ale ja bym to szalenstwo popchnela jeszcze dalej, bo ta milosc byla zakazana, przekleta, niedozwolona!

Chcialam w tym wiecej, rozpaczy, walki o uczucie. Szukalam tez walki Anny Kareniny o jej syna. Ale, jak juz wspomnialam, film to nie ksiazka, wiec trudno oskarzac rezysera, o to, ze nie skupil sie jeszcze na czyms. 
Mimowolnie zdarza mi sie porownywac film do sztuki ze slowackiego teatru i musze sie bardzo starac, zeby nie ulec wrazeniu, ze nie wszystko zostalo opowiedziane...

Natomiast, musze przyznac, ze moment odrzucenia Anny przez spoleczenstwo byl zagrany fenomenalnie.
Zarowno przez Knightley jak i przez reszte obsady. Zatrzymane momenty, klatki, rosyjska smietanka, ktora prawie czerpie przyjemnosc z cierpienia odrzuconej, zakochanej na zaboj kobiety...Tak, jakby nikt nigdy nie popelnil grzechu w imie milosci, jakby kazdy byl czysty i wierny...Jakby rozsadek zawsze byl silniejszy od uczucia...Szepty, doprowadzajace do szalenstwa, odrzucenie...

Jude Law-Karenin bez emocji?

Jesli kiedykolwiek napisze jakakolwiek recenzje, od razu po powrocie z kina, to radze jej nie czytac.Okazuje sie, ze w moim przypadku nalezy odczekac kilka dni (albo nawet tygodni), pozwolic myslom znalezc miejsce i dopiero pisac...Do czego zmierzam?
 Jako jedyna z towarzystwa, krytykowalam Jude'a Law za jego dystans i slabe okazywanie emocji. Alez sie mylilam! Gdzies musialam pominac fakt, ze Karenin byl starszy, bardziej zrownowazony i zdolny do milosci dojrzalej. Potrafil sie poswiecic i byl gotow na wiele, ale namietnosc jego zony i jej kochanka...Ta namietnosc...Niszczyla go i bolala. Anna Karenina przekroczyla niewidzialne granice a wbrew pozorom, kazda milosc je posiada...Karenin natomiast zrobil wszystko do czego jego dojrzala milosc byla zdolna. W jego charakterze tkwila powsciagliwosc za ktora trudno jest go winic, a ktorej mloda i zdolna do szalonej milosci Anna nie potrafila zaakceptowac...

Rezyserowi nalezaloby pogratulowac wprowadzenia widza w niezwykla teatralnosc, ktora uwielbiam. Muzyka, gra symboli, szczegoly.
A historia?
Historia powoduje, ze albo nie przestaje mowic, albo jestem rozkojarzona zupelnie...Jakby ten pociag dalej gnal, ale beze mnie w przedziale.

Pozdrawiam,

M.

If I told you that...

W moich mini-podrozach, jak zwyklam nazywac te kilkudniowe wypady do innych krajow, najbardziej kreca mnie ludzie. Oczywiscie, wspaniale jest zobaczyc inne miejsca, piekne widoki, ale calosc bezsprzecznie tworza ci, ktorzy ta ziemie zasiedlaja...
Lubie wdawac sie z nimi w dyskusje, rozmawiac o ich zwyczajach, kulturze, kuchni...
Rzadko jednak zdarza mi sie takie rozmowy prowokowac. Nie jestem na tyle odwazna.
Chociaz, podczas ostatniego Eurotripu, strasznie zainteresowal mnie pewien mlody chlopak, ktory usilnie probowal mi wmowic, ze jest Albanczykiem, podczas gdy jego slowacki byl na najlepszym poziomie.
Chlopak ten ow, okazal sie wiec byc slowackim Romem a, ze ja przypadkiem mowie w tym jezyku, to zabawne bylo obserwowac go zaklopotanego. A przeciez co to za roznica skad pochodzimy i jakiego koloru jestesmy?
Jak juz wspominalam, nie przywyklam do zaczynania rozmow, wiec siedzac ostatnio wygodnie w pociagu w pewnym kraju, juz, juz chcialam wpasc w objecia Morfeusza, kiedy siedzacy obok, mlody chlopak, zaczal od pytania, jakie jest haslo na Wi-Fi.
Zapewniam Was, ze internet byl ostatnia rzecza, ktora mnie wtedy obchodzila i nawet nie wiedzialam, ze mamy mozliwosc z niej skorzystac bedac w pociagu.
Odpowiedzialam wiec (zgodnie z prawda), ze przykro mi, ale nie wiem. Usmiechnelam sie grzecznie i z nadzieja na szybki sen, przykrylam sie kocem.
Ale mlody sie nie poddawal. Po jego pierwszym pytaniu, nastapily nastepne, a ja bombardowana znakami zapytania, grzecznie odpowiadalam.
Chlopak (nawet sie sobie nie przedstawilismy) po uzyskaniu ode mnie informacji, w jakim kraju mieszkam, zaczal...

Czy w Londynie jest duze skazenie powietrza?
Czy ludzie sie spiesza?
Czy sa zrelaksowani?
Czy kiedykolwiek odczulam rasizm na wlasnej skorze?

Przy kazdej mojej odpowiedzi, wspaniale porownywal Hiszpanie, gdzie studiuje i Chiny, skad pochodzi do mojego Londynu, zasypujac mnie ciekawymi informacjami.

Kiedy kolo nas przechodzila przemila pani konduktor, zapytal, dlaczego nie ma dla nas wody na stolikach, przy czym nie omieszkal nas poinformowac, ze w Szanghaju to standard.

W glowie, mialam jedno, jedyne zdanie, ktore az prosilo, cisnelo sie na moje usta...
'Well, you are not in Shanghai, Love.' To taki skutek uboczny przebywania dzien w dzien z Anglikami :)
Ale poniewaz jestem dobrze wychowana, to powstrzymalam sie od komentarza.

Dowiedzialam sie wiec mnostwo ciekawych informacji i z glowa pelna pozytywnych emocji, w koncu polozylam sie spac...

W hostelu wlasciciel przywital mnie z usmiechem, pytajac, czy juz jestem splukana?
Kraj do ktorego sie wybralam do najtanszych nie nalezy, wiec pytanie wydalo sie logiczne. A jego usmiech zarazliwy :)
Kiedy zapytalam, czy byl juz w miejscu, ktore ja bardzo chcialam zobaczyc, (sam jest emigrantem) to powiedzial, ze w tym kraju zyje 'dopiero' dwanascie(!) lat i na wszystko przyjdzie czas :) To jest dla mnie najprostszy przyklad pozytywnego myslenia :)

Ludzie daja mi mnostwo energii. Kiedy jest to energia pozytywna, odplacam sie tym samym. Kiedy negatywna, uciekam :)
Lubie sie rozkrecic, porownywac, a w glebokich zakamarkach swiadomosci, szkicowac kolejne marzenia. Gdzies, gdzie nikt mnie nie zna i nie ocenia, wkladam na glowe czapke (albo otulam sie spiworem, kiedy jedyne na czym mi zalezy to sen) i ide przed siebie, usmiechajac sie do ludzi. Kazdy z nas ma swoja historie i zapewniam Was, ze nie wiemy, co w srodku kazdego czlowieka sie dzieje, ale wiem tez, ze warto odlozyc na chwile ksiazke albo sen i sluchac, sluchac, sluchac...

Pieknego poniedzialku!

M.

'Podobno Azja istnieje gdzies, lecz z moich okien nie widac jej.'

Z tygodniowym, co prawda, opoznieniem, spiesze Wam doniesc, ze Hey wydali swoja dziesiata(!) plyte.
Poki co podchodze do niej troche niepewnie, bez emocji nawet.
Z plytami Hey'a czesto jest tak, ze musze sie z nimi zaprzyjaznic, i zawsze potrzebujemy
troche wiecej czasu, zeby ta wiez zbudowac.
Nie spieszymy sie zbytnio.
Nie poganiamy.
Czekamy raczej na odpowiedni moment.

Nigdy nie jest tak, ze slucham plyty
od poczatku do 
konca.
Nie sledze
slow.
Nie wsluchuje sie w
muzyke.

Ale potem-przychodzi taki dzien, kiedy
odkrywam jakies
zdanie.
Mysl jedna i przepadam.

Nie przestaje wtedy sluchac, nie przestaje sie dzielic, nie przestaje mowic.
A emocje pojawiaja sie jakby bez mojej woli
i same bez pospiechu
ukladaja sie w
logiczna calosc.

Pamietam, jak pierwszy raz poszlam na koncert Hey. 
To byl Slowianin.
Jesienny Szczecin.
Papierosy, piwo, przyjaciele.
Czarne, wyciagniete swetry. Nie dalej niz dziesiec lat temu.
Skromna, troche jakby zgarbiona Kaska na scenie. 
Niesamowita atmosfera.

Kilka lat pozniej byl Londyn (tez jesienny) i tuptanie
w miejscu
z piwem w reku.
Dlugie czekanie.
I okazalo sie wtedy, ze godzina podana na
bilecie byla w rezultacie 
inna od tej rzeczywistej, o ktorej
mieli zaczac grac.
Wiec nerwy niepotrzebne.

Jestem wielka fanka tekstow Kaski 
uwielbiam wspaniale brzmienie
gre slow i trafianie w samo sedno.

Przyjemnego sluchania!

M.



Wojciech Cejrowski-ceniony podroznik czy prowokator?


Na stronie WC możemy przeczytać, że jest to podróżnik, poszukiwacz ginących plemion Amazonii,
osobowość telewizyjna,
popularny dziennikarz radiowy,
artysta kabaretowy (sam o sobie mówi: jestem komediant)
pisarz i publicysta,
satyryk-gorący krytyk biurokracji i socjalizmu
krytyk muzyczny (WC: jestem po prostu osłuchany)
fotografik
...a z zawodu cieśla.'
WC-Pisarz
Na pewno nie można włożyć go do jednej szufladki z konkretnym napisem.
Można go lubić, albo nienawidzić.
Prawdą jest, że nigdy nie miałam okazji poznać go osobiście.
Mogę więc go oceniać przez pryzmat jego książek, programów i wypowiedzi.
Przeczytalam wiele jego książek i zupełnie uczciwie muszę powiedzieć, że wywarły one na mnie niesamowite wrażenie.
Byłam wtedy na etapie marzeń o podróży do Amazonii, ale nigdy nie odważyłam się w taką podróż wyruszyć.
(Nie uważam jednak, że wszystko stracone. Przeciwnie-to marzenie budzi się od czasu, do czasu i nigdy nie pozwolilo o sobie zapomnieć).
Czytałam więc książki pana Wojciecha z zapartym tchem.
Siadywałam na zimnych stacjach, czekając na pociągi a sercem byłam gdzieś daleko w gorącej i wilgotnej Ameryce Południowej.
Nierzadko też zdarzalo mi się przedłużać przewy w pracy, żeby tylko skończyć kolejny rozdział.

Ksiazki WC wprawiały mnie zawsze w dobry humor i często zmieniały moje podejście do rzeczywistości.
Podziwiałam go za odwagę i apetyt na życie .

Do serca wziełam sobie jego radę, którą powtarzal każdemu, kto chciał podróżować.
'Jak zacząć?'-pytali go ludzie.
'Sprzedaj lodówkę i jedź.'

Oczywiście, ta lodówka to tylko symbol rzeczy zbędnych.
Sprzedaj i wyjedź.
Pozbądź się balastu i wszystkiego, co Cię przed wyprawą powstrzymuje.
Idź swoją drogą i rób to, czego pragniesz.

Czytając więc książki Cejrowskiego wierzylam w jego przygody.
Ma lekkie pióro, którym wciąga czytelnika.
Lekkie pióro i konserwatywne opinie.

WC-Homofob?

Jakiś czas temu wysłuchałam programu 'Minęła dwudziesta.'
Gośćmi byli Dariusz Szwed i Wojciech Cejrowski.
Dyskusja toczyła się wokół praw gejów.
Spodziewałam się, że Cejrowski będzie silnym przeciwnikiem, więc nie zaskoczyły mnie specjalnie jego opinie, którym towarzyszyło uderzanie dłoni w dłoń i podnoszenie głosu.

Ale...

Po podróżniku z takim doświadczeniem spodziewałam się wiecej otwartości.
Nie odmawiam mu prawa do posiadania własnej opinii.
Wręcz przeciwnie - jako człowiek, dla wielu autorytet, powinien głośno i wyraźnie mówić to, co myśli.
Ale nie podobała mi się ta wyższość.
Byłam pewna, że gdyby nie fakt, że Cejrowski siedział w studiu, to splunąłby by na każdego, kto przyznałby się do homoseksualizmu.

Czy Cejrowski to homofob?

Z pewnością.

WC-Podróżnik...

Obejrzałam też kilka odcinków: 'Boso przez świat.'
Chciałam się przygotować do tego, co napiszę.
Czy tylko ja mam wrażenie, że rozmawiając z ludźmi z innych krajow, na ich terenie, robi z nich idiotów?
Oczywiście, ma ten komfort, że w Afryce po polsku mało kto będzie go rozumiał.
A już na pewno nie rdzenny Afrykańczyk, prawda?
Ale czy ten cyrk to jest to, czego widz potrzebuje?
Ja nie.
Ogladając program, oczekuję, że się dowiem czegoś o czym nie miałam pojęcia, a nie, że będe świadkiem ironicznego komentowania Koranu chociażby.
Czy pan Cejrowski słyszał o wolności wyznania?
Albo o tym, że jako dziennikarz powinien być bezstronny?
Jeśli nawet tak to mi osobiście ciężko jest w to uwierzyć.

Przestałam też czytać jego książki.
Nie potrafię, czytając, nie myśleć o tym, jakie pan Wojciech ma opinie i jak bardzo, ja sama się z nimi nie zgadzam...

Krótko mówiąc-Cejrowski pisze wspaniale, wiele jego książek jest mi bliskich, ale moge Was zapewnić, że po żadną z nich już nie sięgne.

WC-Marka

Na stronie podróżnika, możemy przeczytać, że jest on do wynajęcia.
Przynajmniej się z tym nie kryje.
Mamy też możliwość zakupów.
Ktoś pomyśli, że to nic dziwnego-przecież Wojciech Cejrowski przede wszystkim pisze książki.
Co oprócz tego sprzedaje?
Kosmetyki, mydełka, Yerba Mate i...
Wersję...zapachową książki:'Gringo wsród dzikich plemion.'
Podobno pachnie dżunglą.
Podobno.
Nie miałam okazji jej powąchać.
Wszystkie produkty w sklepie kolonialnym (który jest dziś zresztą zamknięty-niedziela-'Pamiętaj, aby dzień święty święcić') sygnowane są nazwiskiem pana Cejrowskiego.
Głowy do interesów Cejrowskiemu więc zdecydowanie odmówić nie można.

Nie jestem pewna, jak ten wpis zostanie przyjęty (a może w ogóle przejdzie bez echa?).
Każdy ma prawo do wolnej wypowiedzi, a ja z tego prawa dość często korzystam.
Ktoś może sie ze mną nie zgodzić i sięgnie po kolejną książkę Wojciecha Cejrowskiego.

Cokolwiek zrobicie, niech to będzie Wasze!

Spokojnej niedzieli,


M.

Kevin Bacon.


Kevin Bacon zlamal mi serce!
Kilka dni temu, siedzac na sofie i wpatrujac sie bezmyslnie w telewizor (robie to naprawde rzadko i tylko w pracy :) zobaczylam tego aktora.
Zdazylam tylko krzyknac do swoich znajomych, typowym, angielskim:'I love him!'
(Ostatnio na Wyspach kocha sie cos, albo nienawidzi. Ze skrajnosci w skarajnosc, ale nie o tym dzis).
Naiwnie myslalam, ze to jakis trailer jego nowego filmu.
A tu prosze!
Kevin Bacon reklamuje super, hiper szybka siec komorkowa!
Ja rozumiem, ze oszczednosci zaczely topniec, albo luksus juz nie ten, ale prestizu, ktory sam sobie Pan wypracowal, nie da sie kupic za zadne pieniadze, Panie Bacon!

Jasna cholera!

Ostatnio, Ktos bliski napisal mi w mailu, ze czyta mojego bloga i najbardziej podobaja sie recenzje filmow.

Polechatlo to moje ego :)

Dlatego, zamiast plakac nad reklama Kevina Bacona, przypomne Wam kilka jego najlepszych filmow.

A potem...Upoluje 'Uspionych' i napisze recenzje :)

Milego dnia,

M.

'Rzeka tajemnic.'


'Uspieni'


'Morderstwo pierwszego stopnia.'


Swieto Zmarlych czy Halloween?


Naglowki artykulow na polskich portalach krzycza, ze Halloween to swieto szatana a obchodzenie go jest ogromnym grzechem.
Z kolei sklepy w Anglii zastawione sa dyniami, dzieci biegaja z radosnym: 'Trick or treat?' i pukaja do domow sasiadow.
A jak ten dzien obchodza emigranci?
I co jest im blizsze? Swieto zmarlych czy Halloween?
Mam to szczescie, ze pracuje w zespole, ktory tworza ludzie z roznych czesci Europy.
I tak, wczoraj, przy okazji rozmowy o Halloween dowiedzialam sie, ze we Wloszech ludzie tez chodza na cmentarz pierwszego listopada. Klada kwiaty i zapalaja znicze.
Przyznac musze, ze bylam dosyc mocno zaskoczona i zdaje sie, ze wynikalo to z braku wiedzy na temat zwyczaju.
Myslalam chyba, ze w Polsce idzie sie na cmentarze, a reszta swiata kupuje dynie J
Otoz...Pierwszy listopad jest dla mnie niczym nie rozniacym sie od innych dniem.
Pod warunkiem, ze spedzam go tutaj.
Od mojego wyjazdu minelo ponad siedem lat i nigdy nie mialam okazji przyjechac do Polski na Swieto Zmarlych.
Ale jeszcze przed wyjazdem lubilam szwedac sie ze znajomymi po cmentarzu...
Szczegolnie w pamieci utkwil mi cmentarz centralny w Szczecinie, gdzie bylam tylko raz.
Pamietam skrzypka w bramie i stosy swieczek na grobach najmniejszych.
Potem bylo grzane piwo w pubie, ktory najpewniej juz nie istnieje.
Tez tylko raz.
Parafrazujac ks. Jana Twardowskiego:’To co raz tylko, zostaje najdluzej.’

Moze dlatego mam taki sentyment.

Natomiast jesli  chodzi o Halloween to juz w Polsce pracujac w jednej z dyskotek, przebieralam i sie i malowalam, wiec ten zwyczaj nie jest mi zupelnie obcy...

Moze wiec zamiast krytykowac, czy to tlumy na cmentarzach, czy ludzi poprzebieranych, warto ‘wrzucic na luz’ i pomyslec, ze przeciez, co kraj to obyczaj?
Bycie tolerancyjnym ani nie boli, ani nie zabija.
Spedzcie ten czas tak, jak chcecie i tak, jak podpowiada Wam sumienie.
Ja, wracajac do domu, kupie kilka swieczek i zapale je na parapecie.
Dla tych, ktorych nie ma fizycznie.
Ale za to sa w moich myslach kazdego dnia.

Spokojnego dnia.

M.