What did you do for fun today?

Tadeusz Rozewicz pisal:

'Wsrod wielu zajec bardzo pilnych zapomnialem o tym ze rowniez trzeba umierac.'

Ja natomiast zapomnialam, ze wsrod wielu bardzo pilnych zajec trzeba...zyc.
To chyba wyjasnia dlaczego, na pytanie:'Co dzis zrobilas?' odpowiedzialam:
'To co zwykle.'
Bank.
Pranie.
Gotowanie.
Zakupy.
Moj rozmowca, nie poddajac sie, zapytal jeszcze raz:
'What did you do for fun?'
Nic.
Zwyczajnie nic.
W calym tym ferworze zajec zapomnialam o odpoczynku. O tym, jak to jest przejsc sie boso po trawie, usmiechnac  sie do nieznajomych ludzi.
Zrobic obiad dla siebie samej.
Obiad. Nie zupke chinska.
Zapomnialam wiec o tych wszystkich rzeczach, ktore sprawiaja nam radosc. Dzieki ktorym mozemy przystanac na chwile i po prostu cieszyc sie chwila.
Przez ostatnich kilka miesiecy moja glowe zaprzatal kredyt, splaty, pieniadze, oszczednosci, kafelki, klienci, banki, szklanki...Wszystko odkladalam na pozniej. Urlop we wrzesniu, kino...Moze nastepnym razem?
Z tej pewnosci, ze za miesiac, za rok, za czas jakis zupelnie zapomnialam, ze ten czas moze zwyczajnie nie nadejsc. Ze kiedy bede sie stresowac kolorem scian, albo sprawami niedokonczonymi, wszystko przeleci przez palce. I w jednej chwili to mnie przerazilo.

Tu, na Wyspach zyje sie niezwykle szybko. Od poniedzialku do piatku. Od weekendu, do urlopu. Czas przecieka przez palce, godziny pedza, jak oszalale.
W metrze, w Londynie, okolo dziewiatej rano nie mozna przedrzec sie przez tlum ludzi. Kazdy gdzies pedzi, bez wyraznego powodu.
A gdyby tak zwolnic? Gdyby nie myslec o tym, co bedzie za miesiac, czy za dwa?







Kiedy wczoraj pakowalam ostatnie rzeczy do walizki, pod lozkiem (a jakze!) znalazlam jedna z najwazniejszych ksiazek. Czytalam ja raz od poczatku do konca, ale fragmentami wracalam do niej wiele razy.

Wczoraj zamienilam jazde samochodem na spacer. Wracajac do domu, usiadlam na trawie i znowu zaczelam czytac.
Nie myslac o niczym oprocz liter na papierze, pozwalalam, zeby czas sobie mijal...Polecam.

Dobrego dnia,

M.

Cup of tea?

Myli sie ten, kto mysli, ze Anglicy ciagle jeszcze celebruja 'piata po poludniu' podnoszac z wdziekiem porcelanowa filizanke do ust. Te czasy dawno juz minely i poranna rozmowa ze znajomymi dobrze mi to uswiadomila.

Kazdy, kto choc raz byl na Wyspach, na pewno wie, ze Anglicy uwielbiaja napoj zwany herbata. Co wiecej, uwazaja, ze u nich pije sie najlepsza. I tak, jak ja zawsze mam w walizce wedzonego kurczaka wracajac z Polski tak i Anglicy wioza ze soba na urlop torebki PG tips.

'Bawarke' jak zwyklo sie w moim domu nazywac herbate z mlekiem, pilam czesto.
Nigdy nie byla mocna, po prostu, zwykla torebka z duzo iloscia mleka. No wlasnie. Przekonalam sie, jak duza jest ta ilosc, kiedy pewnego dnia zostalam 'przylapana' przez kolege z pracy. Szybko stwierdzil, ze kiedy patrzy na to co mam w szklance,  robi mu sie slabo. I tak naprawde to nie jest herbata, tylko samo mleko.
Ja z kolei stwierdzilam, ze ich herbata wyglada jak moja kawa. Przez dluzszy czas upieralam sie przy swoim i pilam 'samo mleko'. Znajomi wzdrygali sie na widok mojego kubka, a ja nadal mylilam ich herbate z kawa. Nie wchodzilismy sobie w droge. Do czasu.

Ktos pewnego dnia nie mogl juz zniesc mojej ignorancji i postanowil nauczyc mnie, jak nalezy sie obchodzic z torebka herbaty i jak prawidlowo robic 'cup of tea.'
Potraktowalam ta lekcje z przymruzeniem oka i niespodziewanie dla siebie i otoczenia, polubilam angielska wersje. 

Gdyby wiec stalo sie tak, ze wasz znajomy Anglik poprosi was o 'cup of tea', pamietajcie o nastepujacych zasadach:

  • zalewajac torebke herbaty, postarajcie sie, zeby lezala w kubku dwie, trzy minuty;
  • wyciskajcie z tej nieszczesnej torebki wszystkie soki;
  • cukier zalezy od preferencji
  • nie wyjmujcie torebki dopoki nie wlejecie mleka do kubka
  • po wlaniu mleka, wycisnijcie torebke jeszcze raz i...oto Wasza herbata!


Wyglada na to, ze w robieniu tego napoju (przynajmniej wedlug angielskich standardow) wprawilam sie na tyle, ze znajomi daja sie nim czestowac. A moja wersja 'herbaty z mlekiem' odeszla jakis czas temu do Lamusa :)

Pieknego dnia!

M.