Przychodzi baba do lekarza...

A lekarz...?

Umówmy się, że hipochondryk ze mnie żaden. Obudziłam się kilka dni temu z podrażnionym gardłem, zła na caly swiat bo glos jest poniekad moim narzedziem pracy. Wiedzac, ze mam tego dnia umowiona rozmowe z jednym z moich klientow, postanowilam kurowac sie tu i teraz i nie pozwolic sobie na niedyspozycje.
Wyposazona we wszelkiego rodzaju pastylki, dropsy i tabletki, udalam sie do pracy. Resztkami sil dokonczylam rozmowe. Resztkami sil doczlapalam sie na silownie...A potem bylo juz tylko gorzej. Niestety.
Na poczatku myslalam, ze moje londynskie harce szukaja ujscia i po prostu zbyt mocno poczulam nadchodzaca wiosne :)
Wieczorem zebralam swoja armie w postaci plynow i tabletek i zaczelam walczyc.Po drodze postanowilam tez wyprobowac starych i sprawdzonych przeciez metod moich babc. Woda z sola, mleko z miodem i czosnkiem...Nawet kieliszek wodki przed snem. Zadnych rezultatow. Nic!
Do lekarza isc nie chcialam, bo robie to naprawde w ostatecznosci. Nie jestem z tych co to biegna zobaczyc bialy kitel, kiedy tylko gardlo zaboli.
Brak formy robi jednak swoje.

Dodzwonienie sie do brytyjskiego NHS nie ustepuje w niczym probom kontaktu z naszym rodzimym NFZ. Zapewniam Was, ze ilosc wykonanych polaczen przekroczyla znacznie racjonalna liczbe. Ale poddawac sie nie zamierzalam. A co! Po wytlumaczeniu co sie dzieje aktualnie z moim cialem, pani recepcjonistka poprosila tylko, zebym zadzwonila za godzine. Mialam wiec w perspektywnie kolejne nieodebrane polaczenia. Zabralo mi to troche nerwow, i 'troche' czasu, ale dzwonic nie przestawalam.
Na szczescie zaproponowano mi wizyte na nastepny dzien.

Pan lekarz, raczej chlodny niz mily zapytal w czym problem. Osluchal, podumal. Zmierzyl mi temperature, zapytal o dodatkowe objawy.
Gardlo zawalone, glos jakby ze studni, wysypka na szyi. Swedzaca, doprowadzajaca do szalu...Poza tym problemy z przelykaniem, dreszcze, bole miesni...
Antybiotyk, prosze pana doktora?  Nie, nie  bardzo. Moglabym dostac jeszcze gorszej alergii.
Paracetamol w domu ma?
No ma.
To niech zazywa.
Odpoczywac duzo. Spac, jak trzeba.
I brac tabletki na alergie.

Czyli po alergii sladu za kilka dni byc nie powinno.

Rozumiem, ze inne symptomy znikna rownie szybko. I jak mniemam - samoistnie?!

Duzo zdrowia!

M.

Hej Wy! Lon-dyn-czy-cy!

Nie mialam ochoty na ten wczorajszy Londyn. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawaly sie mowic, ze tam po prostu nie dojade. A juz na pewno nie transportem publicznym.
Na poczatek dowiedzialam sie, ze na jednej z tras pociag bedzie zastapiony autobusem. No i na tej tez trasie autobus sie...Zepsul. Brytyjczycy, jak to oni zaczeli narzekac i przeklinac na czym swiat stoi i czekali, czekali, czekali.... Kto wie, moze niektorzy z nich czekaja tam do dzis?
Koncert zblizal sie wielkimi krokami, wiec nie moglam tracic czasu. I tak, pomaszerowalam na stacje oddalona o kilka mil. Ktos jednak (albo cos) czuwal nade mna i zaden diabel mnie nie zmusil, zebym wlozyla na nogi szpilki.  Londynu mi sie zachcialo. Jak cholera.
No a potem to miasto przywitalo mnie niechcianym tlumem na ktory naprawde nie mialam ochoty. Wszyscy gdzies pedzili, cos kupowali a ja jakby w te druga strone, nieusmiechnieta, niezadowolona jakas. Jakby sobotnie zakupy na Oxford Street byly zjawiskiem niezwyklym, rzadko spotykanym. Jakbym w Londynie pierwszy raz byla, zdziwiona, niespokojna. A chcialam tylko perfumy powachac, ktore swoja droga nie pachna (slyszeliscie kiedys o Molecule 01?) wiec postanowilam wydac pieniadze w ciemno. Wciagnelam w ten swoj spisek dodatkowo jeszcze moja kuzynke, dla ktorej, jak ten cud nie zacznie pachniec tu i teraz to najpewniej, przy najblizszej okazji wsadzi mi buteleczke w gebe i zazada zwrotu pieniedzy. A, ze (o dziwo!) zasada pod tytulem satysfakcja gwarantowana lub zwrot pieniedzy dla tego sklepu nie istnieje, to wyglada na to, ze bede musiala wysuplac funty z mojego wlasnego portfela :)
Ale przeciez  na swoja obrone moge powiedziec, ze na internecie (sic!) pisali i oni wiedza, i mowia, ze trzeba dac tym perfumom (ktore nie pachna) szanse, kilka dni nawet. Wiec od wczoraj usilnie, przekonuje swoje konto, cialo i dusze, ze nie wydalam pieniedzy na butelke wody mineralnej, a ten plyn, w tej butelce bez nakretki to naprawde niesamowite zapachy. Bo w ostatecznosci moze sie okazac, ze dalam sie nabrac jak emeryci na magiczne garnki. A tyle sie o tym mowi, Magdaleno :)
I tak oto, ze swiadomoscia dokonanego wyboru (perfumy albo nocleg) i checia uspienia wyrzutow sumienia, wybralysmy sie w koncu, zeby posluchac naszych Dam...



'Sorry Polsko
Wybacz mi.
Wystarczajaco, przerazajaco jest...zyc.'

Zdarlam gardlo na tym utworze! Kiedy Maria Peszek pojawila sie na scenie, przeszly przeze mnie ciary i pojawila sie gesia skora. Nie wiedzialam, nie oczekiwalam, nie spodziewalam sie wreszcie, ze ta badz co badz niewielka postac ma w sobie tyle pozytywnej energii, tyle swiatla, czadu, i jeszcze taki (!) glos!
W tamtym roku dostalam jej plyte, wiec sila rzeczy wyladowala gdzies w samochodzie. Troche mi towarzyszyla, troche nie. Raz ja lubilam, inny razem zdzierzyc nie moglam. Po drodze Peszek dawala swoje koncerty w Londynie, ale zadna sila nie byla w stanie mnie zmusic do kupna biletu. Jej plyta (o czym zreszta glosno powiedzialam) wydawala mi sie troche jak ta jej depresja na hamaku w Tajlandii. Przeszkadzala mi i draznila. Ale sluchalam jej, spiewalam i powoli zaczynalam rozumiec. Po raz kolejny utwierdzilam sie w przekonaniu, ze z plytami jest troche jak z czlowiekiem. Powinno dawac sie szanse, nie sluchac innych, uwierzyc sobie a przede wszystkim nie wydawac pochopnych opinii. Ja wydalam. Jak zwykle.
Pomylilam sie, bilam sie w piersi i na konecrt poszlam juz z wieksza swiadomoscia.
Peszek nas rozwalcowala. Byla ostra, bezczelna, prowokacyjna. Byla silna, swietnie sie bawila i panowala nad publicznoscia. To ona nam mowila, co mamy robic. Kierowala nami, a my szlismy za n i a, spiewalismy z ta dama, dalismy sie wciagnac w jakis niesamowity wir. Trzymala nas wszystkich pod jednym swoim paznokciem. Bylo mi malo! Tyle emocji, tyle wrazen, buntu a mnie wciaz bylo malo!
A ona? Nie przejmowala sie. Prowokowala, wyciagala z nas ostatnia energie i pot a uwierzcie mi, miala ta Pani bardzo ciezkie zadanie po cichej i przeciez tak bardzo innej Kasi...

Nosowska wystapila jako pierwsza. I kazdy, kto choc raz byl na jej koncercie, albo na koncercie Hey, wie i wiedziec powinien, ze Kasia nie mowi. Kasia stoi  i spiewa. I piekna jest.
Wchodzi na scene i jest jej dama. To, co zazwyczaj wykonuje, teksty wlasnorecznie napisane sa dla mnie uczta. Nosowska jest moja...Nosowska jest glosem nas wszystkich. Wpisuje, spiewa nam najpiekniejszymi slowami wszystko to, co chcemy powiedziec, ale z jakis powodow nie umiemy ubrac w slowa naszych przezyc. Towarzyszy mi od kilkunastu pieknych lat.I nie przestaje. Popijam z nia kawe, kiedys razem palilysmy papierosy. Pije z nia wodke przy 'Kto tam u ciebie jest?' i prowadze filozoficzne debaty przy 'Kto?'
A kiedy laduje w Polsce, w glowie mam nic innego jak 'patchwork uszyty z wojewodztw'
Ona mowi, to co ja bym powiedziala. Gdybym tylko byla tak piekna i madra.
Gdybym mogla, kazalabym kazdemu posluchac jej plyty. Kasia wiec stoi i spiewa. Wystarczy, zeby za kazdym razem rozerwac mi flaki.

Ostatnia wystapila nam Brodka. Piekna, mloda i bardzo zdolna. Ja wiem, ja wiem, ze Idol juz dawno za nia, ale jak ta kobieta dojrzala! Wyrosla i zaloze sie, ze miala pelna swiadomosc, ze wystepuje w tak niezwyklym i doborowym towarzystwie. Bawila sie swietnie i chociaz nie odrobilam pracy domowej i nie przyjrzalam sie blizej utworom...To na pewno moge powiedziec, ze na jej koncert jeszcze nie raz sie wybiore. Zeby bardziej dotknac, posluchac, zrozumiec. Rosnie nam swietna artystka!

Piekny to koncert byl!

M.