Catch the rain!

Od pewnego czasu, kiedy to odezwał się we mnie duch walki, kilka poranków w tygodniu mazeruję ok 6 km (i tyleż samo w stronę powrotną) do pracy.
Lato w Anglii zdecydowanie piękne więc w tym roku specjalnie powodów do narzekań nie ma.
Mieszkam na Wyspach już dziewięć lat. Przez cały ten czas nigdy, naprawdę nigdy nie byłam właścicielką kurtki przeciwdeszczowej, spodni, albo nawet zwykłego parasola.
Z tą kurtką to trochę kłamię, bo kiedyś kupiłam taką, super tanią na wyprzedaży ale i tak nigdy jej nie założyłam. Nie bardzo było do czego nawiązać. Stylowa nie jest, poza tym, ptak kiedyś w Budzie postanowił ją na bezczela oznaczyć.

Zresztą - czy kurtka przeciwdeszczowa musi być ładna? Albo stylowa nie daj, Boże?!

O urodzie kurtki wszak dyskutować nie będziemy.
Nie mam ani jej ani żadnego innego niezbędnego(?) do życia w tym kraju gadżetu.
Ot, żyję z dnia na dzień niespecjalnie  przejmując się parasolami...
Kiedy złapie mnie deszcz, bez specjalnego namysłu idę przed siebie, w myśl wpajanej od najmłodszych lat filozofii, że z cukru przecież nie jestem, więc roztopić się nie powinnam.
Ale klnę przy tym dziarsko, by potem obiecać sobie i wszystkim tym, którzy chcą mnie słuchać, że już nigdy przenigdy bez parasola, że w taki deszcz i dlaczego zaczęło padać akurat wtedy, kiedy nie jestem nawet w połowie drogi do tej cholernej pracy.
A po drodze wszystko przemaka, włącznie z ciuchami na przebranie, które miały być świeże, pachnące i czyste. No i przede wszystkim suche!
Sześć kilometrów zmienia mi się w długie dziesięć, ludzie  w samochodach przyglądają się mokremu straszydłu zza szyb suchych i ciepłych samochodów i nikt nawet nie raczy się zatrzymać!
Kiedy spaceruje w upale, co chwilę pojawia się ktoś, kto chce mi pomóc, podwieźć, porozmawiać chwilę.
Ale kiedy drepcze w deszczach i kopię z całej siły we wszystko, co stanie mi na drodze to żaden kierowca nawet nie pomyśli, żeby się zatrzymać! Zapewne w obawie przed zabrudzeniem i zamoczeniem tapicerki. Ot, co!

A prawdą najprawdziwszą jest to, że trzeba nam po prostu sprawdzać pogodę.
Najlepiej pięć razy dziennie, jak to robi większość rasowych Anglików.

Wygląda na to, (o czym miałam się przekonać po tak długim czasie) że pogoda w Anglii to nie tylko temat rozpoczynający wiele rozmów. To bardzo istotna sprawa w życiu każdego Wyspiarza!
Może właśnie dlatego nie widuję ich samotnie spacerujących w deszczu. Anglik wie przecież, kiedy będzie padać!

Dobrej niedzieli,

M.

1 comment:

Pani Dżi said...

A ja mam trzy płaszcze "przeciwdeszczowe" i nie bez powodu umieściłam je w cudzysłów :)
Wszystkie przemakają :(