Opowiedz nam o Nepalu Część 1

Pisanie o Nepalu przychodzi mi niezwykle trudno. Kraj o którym przecież miałam kilka własnych wyobrażeń potrafił zaskakiwać a ja chcąca stworzyć własne ramy, żeby móc potem wszystko zidentifikować niejednokrotnie traciłam cierpliwość. Nieprzystosowana zupełnie do warunków i mentalności ludzi Azji oczekiwałam akceptacji, zapominając, że to ja jestem gościem w tym surowym kraju.
Zamiast więc zdjąć buty i pochylić głowę, potrafiłam czasem tą głową pokręcić z wyraźnym niezadowoleniem.

Czy tak powinna wyglądać podróż o której wszyscy mówili, że będzie podróżą mojego życia?
Czy takiej reakcji oczekiwałam i na takie wspomnienia liczyłam wracając do kraju, ktory po dziesięciu w końcu latach zaczęłam nazywać swoim domem?

Być może nie.

Ale pisząc o Nepalu, kraju w Azji, nie chcę 'przypadkowo' mijać się z prawdą.
Mogę, oczywiście napisać, że kazdy dzień był jak błogosławieństwo a ja wręcz doznawałam olśnienia na każdym rogu zakurzonego do granic możliwości Kathmandu.
Decyduję się jednak na napisanie mojej prawdy o kraju po którym podróżowanie jest niezwykle trudne. O kraju z którym dyskutowałam, na który się wściekałam i który mnie zawstydził.

Przeczytaj, jeśli chcesz...

Nepal wcale nie był moim pierwszym spotkaniem z Azją. Kilka lat temu wybrałam się  do Indii i gotowa jestem przyznać, że ta podróz stała się niejako punktem odniesienia i przekonaniem (mylnym, czego nie da się ukryć), jakoby te dwa kraje nie różniły się na tyle, żeby było się czym przejmować.
Ignorancja, bo dziś inaczej nazwać tego nie potrafię jest pierwszym krokiem do zrujnowania sobie czasu na który czekało się miesiącami. Na szczęście ignorancji tej pozbyć się można, kiedy miejsce po którym podróżujesz przestaje się z Toba 'patyczkować.' Zadziwiające jak łatwo można wtedy nabrać pokory i przestać się dąsać!

Nepal, to nie Anglia...

Pierwsze spotkanie z Kathmandu to wszechobecny kurz, trąbienie samochodów, niekończący się korek i mnóstwo ludzi.
Na lotnisku każdy chce wiedzieć dokąd zmierzasz i ile zapłacisz za taksówkę na Thamel. Ja nie należę niestety do tych co to mają cierpliwość anioła, więc po kolejnym pytaniu kolejnej już osoby, przestałam silić się na uśmiech i byłam bliska powiedzenia kilku ostrzejszych słów. Zganiłam siebie za ten głupi pomysł tłumacząc, że przecież to inna kultura, mentalność a wszyscy ci mężczyźni chcą tylko zarobić na życie. Pomogło na tyle, żebym mogła w końcu zapaść w krótki sen przerywamy szalonym trąbieniem klaksonów.

'Welcome to Nepal! - krzyknął taksówkarz uświadamiając mi, że oto zaczyna się nasza trzytygodniowa przygoda. Właśnie tu i teraz.

M.