Bez sensu.

Jesteś poddenerwowana.
Zła.
Łatwo wyprowadzić cię z równowagi i niektórzy nawet twierdzą, że zupełnie straciłaś poczucie humoru.
Starasz się opanować cały ten chaos  i bywa, że ciężko ci przed sobą samą przyznać, że nie potrafisz, nie masz czasu, nie wiesz zwyczajnie jak to zrobić chociaż kiedyś twierdzilaś, że praca w domu to nie praca i nie  trzeba się użalać.
Z politowaniem patrzyłaś na zaniedbane matki, które twierdziły, że 'siedząc' z dzieckiem w domu nie mają nawet czasu wyjść do kosmetyczki, paznokci pomalować albo chociaż zadbać o siebie i nie wyglądać jak ta wszystkim znana  kura domowa.

Nie wierzyłaś, że tak można.
Nie podziwiałaś, bo niby za co?
Że pieluchy potrafią zmieniać?
Że karmią piersią?
Nie robiłaś z nich bohaterek dlatego, że przeżyły poród.
Taka podobno rola kobiety.

I tak naprawdę, czy w ogóle zwracałaś uwagę na te umęczone matki Polki?
Nie bardzo.
Nie obchodziły cię  ich codzienne problemy i zmartwienia.
Spełniałaś marzenia i byłaś wręcz zdziwiona, że inni narzekaja, że czasu albo pieniędzy brak.
Że przy każdej twojej wyprawie slyszalaś: 'Nie masz dzieci to nie wiesz jak to jest.'

Jak?

Powiedz mi.

Mam dzieci to jestem uwiązana? Nie mogę nigdzie wyjśc, nic zrobić, być niezależną?
Mam się nie spełniać? Nie gonić za marzeniami?
A kiedy to zrobię?

Nie chcę żałować niepodjętych decyzji, wyzwań, niespełnionych marzeń i nieosiagnietych celów.
Chcę by moje dziecko było dumne chociaż odrobinę, ale nie mam dla niego planów.
Nie musi zostać lekarzem, prawnikiem czy aktorem. a już na pewno nie chcę przelewaćna nie swoich ambicji, jak niektóre matki.
Pamiętam takie z dzieciństwa. Ich dzieci miały marzenia o które nieśmiało walczyły, ale matki - tyranki miały swoje niespełnione ambicje.
I te nieszczęsne ambicje wygrały. Ambicje matki rzecz jasna,  nie marzenia dziecka.

Ale nie o marzeniach dzisiaj.

Nie każdy stworzony jest do macierzyństwa, prawda?
Niektórzy wolą szybkie życie, pieniądze, dobry samochód i wakacje na Malediwach.
Bez dzieci.
I nie ma w tym nic złego.
Inni doskonale godzą macierzyństwo z życiem zawodowym, wspinając się kolejno po szczeblach kariery.
Gro matek zabrałoby teraz głos. Że bzdura. Że wszystkiego mieć nie można, a co niektórym się zwyczajnie w tyłkach poprzewracało.
Urodziłaś dziecko to siedź teraz w domu. Nie myśl o podróżach dalekich, o siebie spełnianiu, albo o wycieczce po barach do piśtej rano.
Teraz jesteś matką. Nie wypada. Nie można.
To jakie życie prowadziłśs do tej pory nie ma większego znaczenia. Teraz masz dziecko. Bądźże odpowiedzialna.

Czy dziecko ogranicza?
Zależy.
Ogranicza, jeśli karmisz piersią. Ciężko gdzieś wyjść, pobawić się.
Jesteś na zawołanie. Musisz przestrzegać diety, chociaż ja ostre curry jadłam jeszcze w szpitalu.
Nie możesz jednak za bardzo folgować. Z reguły nie masz czasu na przymierzenie seksownego stanika, bo dziecko się budzi, albo zwyczajnie czujesz pod skórą, że nie czas.
Jesteś na zawołanie.
A z tym przesłaniem:'cyce na ulice' też nie do końca jest fajnie. Nie wszyscy chcą świecić swoim biustem na głównej ulicy a miejsc do karmienia jak na lekarstwo.Nawet tak pozytywnie nastawionej do karmienia piersią Anglii.
 Teoretycznie zawsze możesz zasłonić się chustą. I pamiętaj o wygodnej bluzce. O sukienkach zapomnij.
O obcasach też.
O wisiorkach i kolczykach. Niepraktyczne.

Wizyta u kosmetyczki? Czemu nie.
Ostatnio udało mi się wyskoczyć na pedicure z dzieckiem przy piersi. Nie było źle. No i wszędzie gdzie wchodzę, pytam na początek czy nie będzie przeszkadzało, jak będę musiała karmić?
Nigdy nikt nie stwarzał problemów. No to chyba źle nie jest.
Organizacja?
Tutaj może być problem.
Zwłaszcza, jak przed wizytą u lekarza/w urzędzie/w banku dziecko zdecyduje, że musisz zmienić pieluchę dziesięć razy. Nie wierzę w taką organizację. Zasranych pieluch nie sposób zaplanować.
Do tej pory udaje mi się 'jako tako' ogarnąć mieszkanie, wyjść na spacer i ugotować obiad. O gruntownym sprzątaniu zazwyczaj mogę zapomnieć, a na sprzataczkę mnie nie stać.
Nie wierzcie w bajki o tym niesamowitym socjalu na Wyspach.
Chyba, że mówimy o biseksualnej parze z pięciorgiem dzieci, z których każde ma inny kolor skóry.
Takich się jeszcze nie dorobiłam.
Albo to ja, polska sierota nie potrafię angielskiego państwa dobrze zbałamucić i wyciagnąć rękę po benefit.

Co jednak nie ogranicza?
Uśmiech, który wywołuje uśmiech. Przytulenie i ufność, które powodują, że łza nie raz zakręci się w oku. Radość. Bliskość. Zaufanie.

Pozdrawiam z pola bitwy.

M.

Z Wysp gotuje: Leczo według M.

Leczo

Według Wikipedii, leczo to potrawa węgierska znana również w innych krajach europejskich. Według mojej koleżanki Węgierki, powinnam dodawać do niej jajko, a bez jajka to czysta profanacja! Natomiast moi przyjaciele Hindusi natychmiast zaadoptowali leczo jako swoje i dumnie nazywają je: 'sausage curry.' Kłócić się z nikim nie zamierzam. Powiem tylko,  ze ślinka cieknie, bez względu na to skąd jesteś!

Zapraszam!


                                                                  Składniki:

500 gram kiełbasy
Papryka (1 żółta, 1 czerwona, 2 zielone)
4 ząbki czosnku
2 pomidory
0,5 l bulionu
Makaron
2 łyżki ketchupu
Pieprz
Papryka ostra
Papryka łagodna


Przygotowanie:



1. Do garnka wrzucamy pokrojoną na plastry kiełbasę. Następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę     czosnek. Smażymy okolo 20 minut.
2. Następnie dodajemy paprykę,pomidory i dwie łyżki ketchupu.
3. Całość zalewamy 0,5l bulionu.
4. Dodajemy paprykę słodką i ostrą, pieprz, sól.
5. Podajemy z makaronem, ryżem lub plackami ziemniaczanymi.


Smacznego!

M.