To, co najważniejsze.

   Święta na Wyspach, te Święta Bożego Narodzenia mają tutaj trochę inny wymiar. Długo byłam do nich negatywnie nastawiona, dlatego większość Świąt zawsze starałam się spędzać w Polsce. To tam przecież odczuwało się Święta najmocniej, najgłębiej. Zdarzały się nawet takie z białym puchem w tle i wtedy już było najpiękniej.

   Święta w Polsce to taki czas magiczny, czas spotkań z najbliższymi, opłatek i Pasterka. Mróz szczypiący w uszy i czerwone od zimna policzki. Niezwykła obecność i spotkania z ludźmi, których czasem tak długo się nie widziało. Bo tak naprawdę, kiedy pomyślę o tym właśnie czasie w moim kraju, to widzę Mamę krzątającą się w kuchni...Tatę, zmachanego z choinką prawdziwą. Siostrę i jej dzieci podekscytowane i wtedy magia Świąt udziela się tak bardzo, że więcej nie trzeba. Ten czas sprawia, że tak wielu z nas pakuje rzeczy najpotrzebniejsze i biegnie na lotnisko po to tylko, żeby spędzić kilka chwil z najbliższymi. Bywało tak, że pakowałam wszystko w bagaż podręczny i po pracy, w stresie ogromnym jechałam na lotnisko. Żeby tylko mgły nie było, modliłam się w duchu. Żeby samolot się nie spóźniał, żeby lotu nie odwołali...Wszystko tak mało ważne się stawało właśnie dlatego, że obecność na pierwszym miejscu była. Jakoś tak, naturalnie często bardzo omijał mnie stres przedświąteczny. Uwielbiałam za to kupować jemiołę na rynku, na ostatnia chwilę zupełnie, otulona szalikiem...Albo na szybko w tym śniegu tostem się zajadałam, bo przecież wszystkie te pyszności na Święta.
A potem, w domu rodzinnym pachniało choinką a my słuchaliśmy 'Kolędy dla Nieobecnych.' Nocą szliśmy na Pasterkę i śnieg czasem 'chrupotał' pod nogami.

Teraz, kiedy świat mój niewielki powiększył się o tę istotę najważniejszą, chciałabym być lepszym człowiekiem. Lepszą matką może nawet kiedyś mi się uda, bo na zmiany przecież zawsze jest czas. Żyjąc w kraju takim jak Anglia, z człowiekiem, dla którego Anglia domem nie jest chciałabym, z serca całego utrzymać te tak ważne dla nas, dla mnie tradycje.
Zależy mi na tym, żeby Mała Mi nie tylko mówiła po polsku, ale żeby też do pewnego stopnia Polką się czuła. I chociaż na wiele z tych rzeczy wpływu nie mam to jednak wierzę, że moja córka kiedyś, tak samo jak ja dziś doceni tradycje i może sama też zacznie ją pielęgnować.
Jednocześnie, ja sama zdaję sobie przecież sprawę z tego, że Mała Mi znać angielską tradycję musi i nie mam zamiaru, nie chcę przecież z tym walczyć.
Dlatego właśnie postanowiliśmy, najzwyczajniej na świecie, połączyć tych kilka tradycji, w jedną całość. Żeby było łatwiej.


Z tego też właśnie powodu zrobiliśmy tradycyjną, polską Wigilię i tradycyjną, angielską kolację.
Jedyne na czym mi zależało to, żeby wykluczyć stres ten, który wkrada się na kilka tygodni przed Świętami. Że prezentów nie mam. Okna nieumyte. Sernik nieupieczony. Zakupy nie są zrobione. Na spokojnie, chociaż dużo mnie to kosztowało, bo choleryczką jestem z natury, postanowiłam, że tym razem się nie dam. I chociaż stres, nerwy i wścieklizna gdzieś się pojawiały to człowiek, który jest moją ostoją skutecznie tą negatywną energię wyrzucał przez okno.
Przecież choinka w końcu się pojawiła. Co z tego, że dzień przed Wigilią? Przecież na stole potrawy, może nie dwanaście ale kto by to wszystko zjadł? Czy o jedzeniu są te Święta? Czy nie przypadkiem o narodzeniu, miłości wielkiej? Czy w ten dzień właśnie nie chcemy spróbować znowu być dobrymi ludźmi?
Opłatek więc na stole i sianko pod obrusem. Barszcz czerwony z uszkami, przesłany przez najbliższych. I Mała Mi nie do końca pewna smaku gorących buraków. Jej oczy przeogromne, kiedy kolejno otwierała prezenty i nadziwić sie nie mogła, że to wszystko dla niej. To wszystko takie istotne przecież. I chociaż czas ten był zawsze ważny, bo rodzina, bo przyjaciele, znajomi bliżsi i dalsi, kiedy to siadaliśmy razem przy stole a potem biegliśmy potańczyć dokąd oczy (i nogi) poniosą to jednak dni te maja już inny wymiar. Nagle tak wiele zależy ode mnie, mojego postępowania i podejścia. To wszystko, co przekażę Małej Mi dzisiaj, czy za rok, ona będzie przekazywać dalej. Odpowiedzialność więc niesamowita.

Pięknych Wam wszystkim!

M.